Tarnów Jezierny to malownicza miejscowość położona niedaleko Sławy w województwie Lubuskim. Mimo że wokoło mnóstwo jest kurortów wczasowych jezioro tarnowskie jest idealnym miejscem dla wszystkich tych, którzy chociaż przez chwilę chcą odpocząć od miejskiego gwaru. To niedocenione przez hałaśliwych, szukających wrażeń nastolatków jezioro jest rajem dla wędkarzy. W przepięknej scenerii lasu ukryta jest woda, a to co kryje wiedzą ponoć tylko najwytrwalsi.
Do Tarnowa Jeziernego przyjeżdżam co roku wraz z kolegami z koła, by sprawdzić, który z nas jest godzien zabrać puchar prezesa do domu. Przy odrobinie wprawy i doświadczenia można właściwie zgarnąć dwa puchary, gdyż podczas wyjazdu rozgrywamy zawody spławikowe na białą rybę oraz zawody na drapieżnika.
Jak twierdzą zapoznani z łowiskiem wędkarze, jezioro to jest łowiskiem chimerycznym. Nadano mu takie miano, gdyż duża ryba, która w nim żyje jest bardzo kapryśna. Bywają tygodnie, kiedy po prostu nie żeruje i mało kto jest w stanie przekonać ją by połknęła haczyk. W ciągu trzech lat, od kiedy przyjeżdżam w to miejsce, spotkałem tutaj przede wszystkim krąpie, przepiękne krasnopióry, płocie, leszcze, węgorze, szczupaki i okonie, zdarzały się także liny. W tym roku nie mieliśmy szczęścia do szczupaka jak to miało miejsce w latach zeszłych. Nie mniej jednak po zawodach spławikowych wszystkie siatki wypełnione były imponującą ilością drobnicy.
W niektórych znalazło się także miejsce dla pokaźniejszego leszcza. W tym roku szczytową formą wykazał się kol. Krzysztof, który zdeklasował przeciwników przy użyciu bata, wyciągając łącznie 2,8 kg żywej ryby. Zanim odbyło się uroczyste wręczenie pucharu i gratulacje od kolegów, wszystkie ryby trafiły z powrotem do wody.
Po zakończeniu zawodów wszyscy oddali się swoim ulubionym zajęciom: grillowanie, picie piwa połączone z opowieściami o wyprawach jakie odbyły się w tym roku i oczywiście wędkowaniu. Mimo że „aktywny wypoczynek” trwał do późnych godzin nocnych rano zjawił się prawie cały skład specjalistów od drapieżnika. Mimo wielkich chęci i aspiracji szczupaki i sandacze odmówiły współpracy i zwycięzcą zawodów został najlepszy łowca okoni. Nikt jednak nie wydawał się tym zbytnio zmartwiony, gdyż najważniejsza była fajna atmosfera, zabawa i zdrowa rywalizacja, a tego z pewnością nie brakowało.
W przyszłym roku oczywiście pojawimy się tutaj znowu, gdyż jest to jedno z niewielu miejsc, w którym można spędzić weekend nad wodą: w ciszy, pośród szmeru wody i śpiewu ptaków. Zresztą jeśli chcesz to możesz jechać z nami. Zapraszam do koła







14:05 on Luty 8th, 2012
Gratulacje dla Krzyśka za wyniki! Miejsce faktycznie urocze z wieloma opcjami noclegów. Atmosfera niepowtarzalna, szkoda, że nie w każdych zawodach mogę uczestniczyć. Zdarzało się mi tam wracać w sezonie grzybowym, naprawdę warto. Pzdr., Jacek